Forum Romanistów.

Grégoire Delacourt, On ne voyait que le bonheur

Voir le sujet précédent Voir le sujet suivant Aller en bas

Grégoire Delacourt, On ne voyait que le bonheur

Message  Ania M le Dim Oct 12, 2014 9:47 pm

On ne voyait que le bonheur - życie Antoine'a, który zawodowo był agentem ubezpieczoniowym, wyceniającym ludzkie życie i to co stracili. Pewnie dlatego próbuje ocenić swoje życie. Narrator zwraca się na zmianę do syna bądź córki, wspominając aktualne wydarzenia, a najczęściej cofając się w przeszłość. Historia człowieka desperacko poszukującego miłości, wychowanego przez oziębłych rodziców, którzy nie potrafili kochac siebie, ani swoich dzieci, zagubieni we własnym zagubieniu, nie akceptujący samych siebie. Po nagłej smierci jednej z jego sióstr bliźniaczek, matka odchodzi, pozostawiając Antoine'a i jego siostrę Annę samych z ojcem. Na tym głownie opiera się nieszczęście bohatera, desperacko próbującego zapełnić tę pustkę w sercu i choć od tego momentu "zaprzyjaźnia się" ze swoją, wypowiadającą co drugie słowo, siostrą, to oboje czują się bardzo samotni - krótko mówiąc, dzieci z problemami. Narrator cały czas porównuje jak powinno wyglądać jego życie, z tym jakie jest w rzeczywistości. Jego własna rodzina się rozpada, a wszystko prowadzi do tragicznego wydarzenia. Następnie narrację przejmuje jego córka (forma pamiętnika).

Powieść czytało się sprawnie i przyjemnie (mimo, że temat raczej przygnębiający). Nie wiem tylko, czy to mogłaby być TA książka (tzn. jak wiemy nie jest), także jestem ciekawa opinii kogos innego.

Ania M

Liczba postów : 3
Registration date : 08/10/2014

Voir le profil de l'utilisateur

Revenir en haut Aller en bas

Re: Grégoire Delacourt, On ne voyait que le bonheur

Message  karol_p le Sam Oct 18, 2014 11:04 pm

"On ne voyait que le bonheur" nie jest łatwą powieścią, z pewnością taki był zamysł autora, bo temat ciężkiego dzieciństwa wpływającego na całe późniejsze życie do łatwych nie należy. Z tym, że niestety powieść "On ne voyait..." niespecjalnie mnie wciągnęła, refleksje egzystencjalne i wszelkiego rodzaju rozważania utrudniają percepcję akcji i wydarzeń, wydaje mi się, że po prostu jak w biblijnej przypowieści - ciernie refleksji i przemyśleń stłumiły ziarno czyli akcję. Czytając "On ne voyait..." zacząłem się zastanawiać, czy to jeszcze jest powieść. Nawet jeśli spełnia warunki powieści (a musi, skoro znalazła się na liście kandydatów do nagrody Goncourtów), to jest trochę mało przekonująca w tej roli. Poza tym temat nieszczęśliwego dzieciństwa i jego konsekwencji jest chyba coraz bardziej eksploatowany, a wydaje mi się, że autor nie zrobił nic nowatorskiego ani odkrywczego... Jedynym interesującym zabiegiem było użycie w tytule niemal każdego rozdziału jakiegoś liczebnika (un euro, quatre-vingt, dix chiffres itp.). Ale jeden intrygujący zabieg raczej nie wystarczy. Książka dość pesymistyczna (co nie musi być minusem), skłania do refleksji (ewidentny plus), ale niespecjalnie oryginalna i mało wciągająca, a to już duży minus dla powieści. Rzecz jasna to moje prywatne zdanie, może następny czytający (jeśli ktoś jeszcze zdąży ją ode mnie w poniedziałek wziąć) będzie miał inne zdanie Smile

karol_p

Liczba postów : 10
Registration date : 03/10/2013

Voir le profil de l'utilisateur

Revenir en haut Aller en bas

Voir le sujet précédent Voir le sujet suivant Revenir en haut

- Sujets similaires

 
Permission de ce forum:
Vous ne pouvez pas répondre aux sujets dans ce forum